Reklama
  • Środa, 27 marca 2013 (09:51)

    Gosposia Ojca Mateusza na komendzie

– W nowych odcinkach Natalia nie będzie się nudzić. Stanie się ofiarą napadu i na pewien czas przeprowadzi się na posterunek policji – zdradza aktorka, którą cieszy popularność tego serialu.

Zdjęcie

/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.
/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.

Czuje się Pani bardziej aktorką teatralną czy serialową?

– Zdecydowanie teatralną, choć zdaję sobie sprawę, że dzięki grze w serialach jestem bardziej rozpoznawalna niż kiedyś. Nie odczuwam jednak napastliwości, nachalności ze strony widzów, ale przede wszystkim wielką sympatię i ogromną serdeczność. A ostatnio najczęściej zadawanym pytaniem, jakie słyszę jest, czy będziemy nadal kręcić „Ojca Mateusza”.

Reklama

Nie przeszkadza to Pani?

– Nie mam pretensji, złudzeń i żalu, że większość z nas woli oglądać seriale niż kino. Nie patrzę na siebie w kategoriach popularności. Wiem, co jest dla mnie ważne, a utożsamianie mnie z postacią Natalii ma też swoje plusy. Może ludzie pójdą za ciosem i wybiorą się do kina np. na film Wojtka Smarzowskiego.

W czym tkwi fenomen serialu o sandomierskim proboszczu?

– W dobrym rzemiośle filmowym, czyli w dowcipnych dialogach, przepięknych zdjęciach plenerowych, malowniczych postaciach pojawiających się w każdym odcinku. W wartościach, jakie ten serial przekazuje i promuje. To pogodna opowieść, w której widzowie upatrują trochę samych siebie i być może znajdują niejedną podpowiedź, jak w różnych sytuacjach życiowych mają się zachować.

Coś jeszcze?

– Siła serialu tkwi też w niezmienności stałych bohaterów, którym przytrafiają się najróżniejsze perypetie. To są bardzo charakterystyczne, niezwykle barwnie przedstawione postaci. I właśnie dlatego ludzie pokochali ich takimi, jakimi są.

Co tym razem spotka gosposię księdza?

– Z pewnością nie będzie się nudzić! Przeniesie się chwilowo na komendę. Ktoś ją okradnie, o mały włos nie zginie pod kołami skutera, będzie uczestniczyć w pokazie magii i jak zwykle pokłóci się z Pluskwą i Piotrem.

Po prawie pięciu latach pracy na planie „Ojca Mateusza” nie odczuwa Pani zmęczenia czy rutyny?

– Zdecydowanie nie. I to mimo tego, że zagrałam we wszystkich odcinkach. Ludzie, z którymi pracuję na planie, dają zastrzyk świetnej energii na każde kolejne spotkanie. To nie jest tak, że ciągle przebywam poza rodzinnym domem, nie widzę tygodniami swojego dziecka, śpię nieustannie na walizkach.

Ma Pani dużo wolnego czasu?

– Tak, i bardzo go sobie cenię. Każdy powinien móc przemyśleć to, co zrobił, po to, by ruszyć dalej i szukać czegoś nowego.

Rozmawiał: Artur Krasicki

Tele Tydzień

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.